Na dorocznej konferencji telekomunikacyjnej organizowanej
dla inwestorów przez amerykański bank inwestycyjny Morgan Stanley, wszyscy byli
„przeciw”, a tylko jeden był „za”.
Chodziło oczywiście o nowy pakiet regulacyjny Unii
Europejskiej forsowany przez komisarz Viviane Reding. Jak piszą agencje pakiet,
w tym pomysł powołania superregulatora i możliwość funkcjonalnej separacji
telekomów na część detaliczną i hurtową spotkał się z ostrą krytyką szefów
takich telekomów jak Deutsche Telekom, Telefonica, Portugal Telecom, czy
Telekom Austria.
I tylko Ben Verwaayen, szef BT nie wpisywał się w ten zgodny
chór. Stwierdził, że gdy słyszał zgodną krytykę planów pani komisarz, rosło w
nim przekonanie, że „robi ona dobrą robotę”. Mówił, że pani Reding „ma misję” i
jeśli jest coś dobrego do zrobienia to, trzeba to zrobić.
Skąd ta odmienność opinii? Może z tego powodu, że BT ma już
za sobą to coś, czego branża boi się jak diabeł święconej wody. Tym czymś jest
funkcjonalna separacja.
Ben Verwaayen przyznał, że i on i całe BT ciężko pracowali,
by nowy model funkcjonowania telekomu zadziałał. Zauważył, że „nikt nigdy na
świecie tego wcześniej nie zrobił”. I dodał znamienne zdanie, że to co jest
teraz jest dobre.
— Jesteśmy bardziej efektywni, mamy lepszą kontrolę nad
naszymi usługami, tworzymy więcej nowych produktów, ale może oni widzą rzeczy,
których ja nie widzę — powiedział odnosząc się do krytycznych słów swych
kolegów CEO europejskich telekomów.
W ostatnich dniach sporo rozmawiałem o funkcjonalnej
separacji z osobami, które sporo ze swojej zawodowej praktyki wiedzą o
Telekomunikacji Polskiej. Opinie były podzielone. Jedni mocno krytykowali
pomysł szafując argumentami dotyczącymi ograniczenia inwestycji. —Kto za nie
będzie płacił? — brzmiało często stawiane pytanie. Gdy z ust zwolenników
podziału padała odpowiedź, że TP Hurt pojawiało się kolejne pytanie: A skąd
weźmie pieniądze? I na nie była odpowiedź: od TP Detal i innych firm
korzystających odpłatnie z infrastruktury TP Hurt. Ale te odpowiedzi nie
przekonywały.
A zwolennicy podziału mówili, że prezes Maciej Witucki ma niepowtarzalną
okazję głębokiej restrukturyzacji TP i poprawy jej efektywności i gdyby byli na
jego miejscu uprzedziliby to co wydaje się być nieuchronne. — Lepiej zrobić to
na własnych warunkach — argumentowali i szybko dodawali, że najpierw taką
filozofię musiałby przyjąć główny właściciel TP, czyli France Telecom. I tu
zapewne zaczynają się schody.
W piątkowych telewizyjnych programach informacyjnych
pokazywano uroczystość powołania nowego rządu. Dla osób mających cokolwiek
wspólnego z telekomunikacją miała ona pewien smaczek
Kilku moich znajomych po owej uroczystości zadzwoniło do
mnie z wieścią zauważyli dobrze znaną w światku telekomunikacyjnym osobę. Nie
stała w pierwszym rzędzie. Nie wręczono jej nominacji. W obiektywie kamery
znalazła się może przez 1,5-2 sekundy, ale nie sposób jej pomylić. To był
Bertrand Le Guern.
Co robił, kto go zaprosił — tego nie udało mi się dowiedzieć. Komórki,
które miałem do niego już są nieaktualne. Dowiedziałem się jedynie, że podobno
on sam nie chce sprawy komentować.
Poza dopiskiem "Szczecin" (zresztą bardzo małą czcionką) pod logiem Polska The Times nic więcej nie wiąże dziennika Polskapresse z regionem zachodniopomorskim.
Sprawdziłem to właśnie w moim rodzinnym Wolinie, gdzie w piątek - dniu największej sprzedaży wszystkich dzienników, w tym regionalnych, ze względu m.in. na program telewizyjny; dzień, w którym ludzie po prostu zatrzymują się przed kioskiem lub w ogóle zerkają na półkę z gazetami - w dzienniku Polska nie było nic, co mogłoby przekonać czytelników zainteresowanych informacjami lokalnymi do stałego kupowania tej gazety. Nie było nawet jednej strony z paginą "Region". Zero. Null. Nada.
W taki sposób Polska nigdy nie wygra ani z Gazetą Wyborczą (która ma lokalny oddział w Szczecinie i jest tam silna), ani z Kurierem Szczecińskim (który ma lokalnych korespondentów, ale jego siłą też jest Szczecin), ani tym bardziej z Dziennikiem Pomorza Zachodniego (który jest najmocniej osadzony w regionach poprzez liczne oddziały w terenie, codzienne lokalne strony oraz rozbudowane tygodniki lokalne, a jednocześnie walczy o czytelników ze Szczecina bezpłatnymi tygodnikami tak lokalnymi, że aż dedykowanymi poszczególnym dzielnicom).
Zbudowanie alternatywy dla takiej oferty, to - mówiąc delikatnie - karkołomne przedsięwzięcie.
Choć Polska pochwaliła się wzrostem sprzedaży w trzecim tygodniu na rynku do 419 tys. egz., trzeba pamiętać, że był to tydzień darmowych dodatków. Wydawca będzie starał się teraz za ich pomocą maksymalnie wyśrubować wyniki sprzedaży, a potem próbował je utrzymać (czyli robił wszystko, aby sprzedaż spadła jak najmniej, gdy darmowe dodatki się skończą).
Szefowie Polski wszędzie podkreślają, że nie tylko zachowali, ale wręcz wzmocnili lokalność dzienników regionalnych po wprowadzeniu Polski. Dwa tygodnie temu sprawdzałem to w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie ukazuje się Dziennik Łódzki. Jak sprzedaje się Polska spytałem w kiosku w centrum miasta.
- Fatalnie. Same zwroty - powiedziała mi właścicielka.
- Ale dlaczego? Przecież to tak naprawdę cały czas Dziennik Łódzki. Przynajmniej tak wygląda. A chyba Dziennik Łódzki sprzedawał się dobrze? - pytałem.
- Dziennik Łódzki tak. Ale nie teraz. Za mało informacji stąd - dodała kioskarka, a podobą opinię ułyszałem później jeszcze od kilku stałych czytelników.
Gdy porównałem Polskę z jednego dnia z Dziennikiem Łódzkim przed zmianami, wyszło mi, że informacji lokalnych w nowym dzienniku jest mniej więcej tyle samo, co wcześniej. Paradoksalnie, po wzięciu do ręki gazety ma się jednak wrażenie, jakby ich nie było wcale. A winny jest temu - wychwalany przez kierownictwo Polski - układ gazety i nawigacja. Czytelnicy z Piotrkowa, ktorzy wcześniej niemal codziennie mieli swoją, dedykowaną ich miastu, stronę, teraz mają Fakty24 i szeroko pojęty Region. To, niestety, odejście od lokalności. Co z tego, że informacji może być więcej, skoro czytelnikom trudno jest je znaleźć? Dla nich Dziennik Łódzki "po tych zmianach" przestał już o nich pisać. Na szczęście, co trzeba oddać wydawcy, nie zlikwidowano piątkowych tygodników lokalnych.