W piątkowych telewizyjnych programach informacyjnych
pokazywano uroczystość powołania nowego rządu. Dla osób mających cokolwiek
wspólnego z telekomunikacją miała ona pewien smaczek
Kilku moich znajomych po owej uroczystości zadzwoniło do
mnie z wieścią zauważyli dobrze znaną w światku telekomunikacyjnym osobę. Nie
stała w pierwszym rzędzie. Nie wręczono jej nominacji. W obiektywie kamery
znalazła się może przez 1,5-2 sekundy, ale nie sposób jej pomylić. To był
Bertrand Le Guern.
Co robił, kto go zaprosił — tego nie udało mi się dowiedzieć. Komórki,
które miałem do niego już są nieaktualne. Dowiedziałem się jedynie, że podobno
on sam nie chce sprawy komentować.