Poza dopiskiem "Szczecin" (zresztą bardzo małą czcionką) pod logiem Polska The Times nic więcej nie wiąże dziennika Polskapresse z regionem zachodniopomorskim.
Sprawdziłem to właśnie w moim rodzinnym Wolinie, gdzie w piątek - dniu największej sprzedaży wszystkich dzienników, w tym regionalnych, ze względu m.in. na program telewizyjny; dzień, w którym ludzie po prostu zatrzymują się przed kioskiem lub w ogóle zerkają na półkę z gazetami - w dzienniku Polska nie było nic, co mogłoby przekonać czytelników zainteresowanych informacjami lokalnymi do stałego kupowania tej gazety. Nie było nawet jednej strony z paginą "Region". Zero. Null. Nada.
W taki sposób Polska nigdy nie wygra ani z Gazetą Wyborczą (która ma lokalny oddział w Szczecinie i jest tam silna), ani z Kurierem Szczecińskim (który ma lokalnych korespondentów, ale jego siłą też jest Szczecin), ani tym bardziej z Dziennikiem Pomorza Zachodniego (który jest najmocniej osadzony w regionach poprzez liczne oddziały w terenie, codzienne lokalne strony oraz rozbudowane tygodniki lokalne, a jednocześnie walczy o czytelników ze Szczecina bezpłatnymi tygodnikami tak lokalnymi, że aż dedykowanymi poszczególnym dzielnicom).
Zbudowanie alternatywy dla takiej oferty, to - mówiąc delikatnie - karkołomne przedsięwzięcie.
Choć Polska pochwaliła się wzrostem sprzedaży w trzecim tygodniu na rynku do 419 tys. egz., trzeba pamiętać, że był to tydzień darmowych dodatków. Wydawca będzie starał się teraz za ich pomocą maksymalnie wyśrubować wyniki sprzedaży, a potem próbował je utrzymać (czyli robił wszystko, aby sprzedaż spadła jak najmniej, gdy darmowe dodatki się skończą).
Szefowie Polski wszędzie podkreślają, że nie tylko zachowali, ale wręcz wzmocnili lokalność dzienników regionalnych po wprowadzeniu Polski. Dwa tygodnie temu sprawdzałem to w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie ukazuje się Dziennik Łódzki. Jak sprzedaje się Polska spytałem w kiosku w centrum miasta.
- Fatalnie. Same zwroty - powiedziała mi właścicielka.
- Ale dlaczego? Przecież to tak naprawdę cały czas Dziennik Łódzki. Przynajmniej tak wygląda. A chyba Dziennik Łódzki sprzedawał się dobrze? - pytałem.
- Dziennik Łódzki tak. Ale nie teraz. Za mało informacji stąd - dodała kioskarka, a podobą opinię ułyszałem później jeszcze od kilku stałych czytelników.
Gdy porównałem Polskę z jednego dnia z Dziennikiem Łódzkim przed zmianami, wyszło mi, że informacji lokalnych w nowym dzienniku jest mniej więcej tyle samo, co wcześniej. Paradoksalnie, po wzięciu do ręki gazety ma się jednak wrażenie, jakby ich nie było wcale. A winny jest temu - wychwalany przez kierownictwo Polski - układ gazety i nawigacja. Czytelnicy z Piotrkowa, ktorzy wcześniej niemal codziennie mieli swoją, dedykowaną ich miastu, stronę, teraz mają Fakty24 i szeroko pojęty Region. To, niestety, odejście od lokalności. Co z tego, że informacji może być więcej, skoro czytelnikom trudno jest je znaleźć? Dla nich Dziennik Łódzki "po tych zmianach" przestał już o nich pisać. Na szczęście, co trzeba oddać wydawcy, nie zlikwidowano piątkowych tygodników lokalnych.